Tropy Przyrody- blog

0

Ostatnie podrygi na czarnym lądzie

Podziel się

Zajrzałyśmy do miejscowej restauracji, wtrąbiłyśmy dość paskudny lunch. W tle leciały wiadomości z Paryża, o zamachu islamskich psychopatów (bar w stanie agonalnym, tynk się sypie a stoiki kleją, ale mega lcd tv musi być). Wokół nas sami muzułmanie. Oni nie czują, że to ICH zamach, bo to NIE był ich zamach. Nie mają nic wspólnego z terrorystami, nic poza Allachem. A my namiętnie wrzucamy ich do wspólnego wora. Nieładnie, nieładnie. Nadszedł taki trudny moment, że musiałyśmy...

0

W krzaki! Safari.

Podziel się

Safari- znaczy podróż 5 rano, jakimś cudem budzik w tablecie zadziałał. Pakuję kilka drobiazgów, zakładam czołówkę, wyczołguję się z namiotu i toczę się w stronę tarasu. Z tarasu błyska w moją stronę światło latarki, Drew to człowiek, który nie sypia. Cóż… miło będzie z kimś się pożegnać i wypić szybko odrobinę kawy. Oczywiście, że czas leci szybciej niż powinien i zanim zatapiam zęby po raz pierwszy w kanapce, podjeżdża bus Asi i Teddiego… Nie dopijam...

0

Pierogi nad Oceanem Indyjskim

Podziel się

09 Wielki powrót do Nirvana Backpackers. Wysiadłyśmy z busa, którym przez ostatnie 3 godziny tłukłyśmy się z Gede, noc wokół czarna. Jestem przecież w domu. Czuję się jak w domu… chyba nawet bezpieczniej. Idziemy ze dwa kilometry i cieszymy się ciepłą nocą. Aleja porośnięta jest kwitnącymi drzewami frangipani o zniewalającym zapachu. W Polsce nic nie kwitnie o tej porze… widmo wyjazdu ogarnia mnie coraz bardziej. Z naprzeciwka zmierza ku nam grupa ludzi, po chwili rozlega...

0

W stronę Lamu. Ruiny Gede i wartość dodana.

Podziel się

Nieuchronnie zbliża się godzina zero, a tu zostało jeszcze tyle miejsce do dotknięcia.  No to chociaż Watamu i Gede- ruiny miasta. Nie byle jakiego miasta. To resztki kultury swahili z XIII wieku. Leżało to sobie gdzieś na uboczu- kilka kilometrów od oceanu, nie wadząc nikomu. Do tego stopnia nie wadziło nikomu, że nikt go nie zauważył aż do chyba dwudziestego wieku. Gede czy też Gedi to kawał miasteczka kamiennego, tfu a raczej z rafy koralowej,...

0

Dalej w drogę. Kilifi.

Podziel się

Tyłek zaczyna swędzieć po czterech dniach błogiego lenistwa, to ewidentny znak, że czas zapakować graty do plecaka i ruszyć w drogę. Kochane matatu, brakowało mi tego ścisku, dźwięku rozklekotanego silnika i blachy tłukącej się na każdym wyboju. I zapach afrykańskiego potu jakiś taki mniej drażniący niż ten w warszawskich tramwajach. I muzyka wprawiająca w wibracje wszystkich pasażerów. Widoki za oknem coraz bardziej afrykańskie w miarę oddalania się od Mombasy, znów za oknem pojawiają się nasze...

0

Wellcome to Nirvana. Słodkie byczenie.

Podziel się

Kenia to Afryka, o której zawsze śniłeś, dzika przyroda, niezwykła kultura, białe plaże, turkusowy ocean i palmy przy drewnianych chatkach. Taki mniej więcej slogan zdobi okładkę przewodnika Lonley Planet. Przed wyjazdem z Mombasy dopadłyśmy Spicy Market, na którym inwestowałyśmy w zniewalające kolory owoców i zapachy przypraw z całego świata. Wiadra kardamonu, szafranu, dziesięciu odmian curry, świeżego pieprzu i wory kory cynamonowej. Uczta dla oka i nosa. Dla portfela mniejsza. Osiedliłyśmy się na brzegu Mombasy, Nyali...

0

Mombasa. Świat Islamu.

Podziel się

Wraz ze świtem pojawiamy się w Mombasie, od tej strony małowielkomiejskiej. Opędzamy się od tuk-tuków (lokalna odmiana hybrydy łączącej motocykl i samochód) i ruszamy z mapą z Lonley Planet na poszukiwania hotelu- o 6 rano po Sylwestrze- dodam dla pikanterii. Hotel pierwszego wyboru nie ma miejsc- może i dobrze, bo wygląda jak po wybuchu bomby. Pan hotelowy skierował nas do niezbyt drogiego z wifi (ach te priorytety). Po drodze dorwał nas pan krzycząc coś o...

0

Happy New Year. Kierunek wybrzeże.

Podziel się

Poranek leniwie nas przywitał, check out o 10, spokojnie można zjeść śniadanie i łyknąć kawkę. Kelner nasz jakiś wczorajszy, ale kawę zrobił niezłą- zwykle tu dają kubek wrzątku i paskudną kawę rozpuszczalną w mikro saszetce. No i cukier- trzcinowy ma się rozumieć. Nie trudno się domyślić, że z takiego połączenia cudów nie ma co się spodziewać. Tym razem pan wczorajszy zaserwował kawkę z ekspresu- i mnie i Lilce. Naprawdę sporo czasu zajmuje mi tu tłumaczenie...

0

Afrykańska wersja lasu deszczowego. Kakamega Forest

Podziel się

Poranek w chacie z błota był idealny, ptaszki śpiewały- zupełnie inaczej niż w Polszy, jeden to zupełnie po fortepianiemu. Nikt nie wrzeszczał i nie puszczał głośnej muzyki… miła odmiana. Zebrałyśmy się całkiem szybko, pożarłyśmy mango, kanapki z avocado (ja) i z masłem orzechowym (Li) i ruszyłyśmy na spotkanie z najprawdziwszym lasem deszczowym. Gdy szłyśmy witając się po drodze ze wszystkimi mieszkańcami naszej wioski, las jeszcze tonął we mgle. Daleko iść nie musiałyśmy, bo jakieś 400...

0

Daleka droga do Kakamega

Podziel się

Droga do Kakamega Forest była długa i usłana pędami akacji (kto widział pędy akacji, ten wie o czym mówię). Odległość dzieląca Naivasha (my love) Od Kakamega to jakieś 200 km. Dużo i niedużo. W Polsce przebycie tego dystansu zabiera jakieś 3-4 godziny pks-em. W Kenii 2 dni. I kupę kasy, zwłaszcza, jeśli podróż zaczynasz od spotkania rasowego dupka. W Nivasha oczywiście. Ciężko było nam opuścić nasz raj nad jeziorem… długo żegnałyśmy się z pracownikami. W końcu...